Moim pierwszym skojarzeniem z Laosem, o którym zawsze dużo słyszałam od wszystkich, którzy już tutaj byli, widzieli i smakowali, było miasto Luang Prabang. Ten niewielki zakamarek, który znajduje się w północnym Laosie jakieś 300 km od stolicy kraju nie na darmo został uhonorowany przez UNESCO. Dlatego też, nie mogłam się doczekać kiedy tu w końcu dojadę, zakosztuje tych widoków, wspaniałych kulinariów i magicznych świątyń. I tak też się stało. Dojechałyśmy do Luang Prabang późnym wieczorem po dość przedłużonej podróży z północy. Wypadek po drodze i dwie „pany” rozciągnęły drogę o jakieś 4h od tego planowanego czasu. Ryzyko wyjazdowe ;)
Jestem tutaj już 3 dzień, a od dwóch leje niemiłosiernie. W prawdzie z przerwami – ale niewielkimi. Bardzo niepocieszona, ze ciężko będzie cokolwiek zobaczyć w strugach deszczu nie dawałam za wygraną i pierwszego dnia był wodospad, drugiego okoliczne jaskinie ale ciągle brakowało świątyń, czyli tego, co najważniejsze i najpiękniejsze. Szczęśliwie obietnica z wczorajszego wieczoru została dotrzymana i dnia trzeciego, ostatniego pojawiło się słońce. Warto było czekać i zostać jeszcze jeden dzień.
Miasteczko poza zabytkami i okolicznymi atrakcjami dla turystów słynie ze swojej lokalnej kuchni. Wiele restauracji oprócz „free wifi” proponuje możliwość zrobienia kursu gotowania laotańskich przysmaków. W godzinach popołudniowych główna ulica, przy której mieści się wiele zachodnich knajpek ze śniadaniami, obiadami, lodami i różnistymi przysmakami , sklepikami, i agencjami turystycznymi zamienia się w night market na całej swojej szerokości. Poza straganami, gdzie od ręki można dostać bagietkę z szynką i serem i warzywami i świeżego fruit shaka jest milion stanowisk z biżuterią (oczywiście, że NIE srebrna, chociaż niektóre ceny mogłyby na to wskazywać) ubraniami, pamiątkami, torbami, papierowymi albumami i notesikami czyli wszystkim, co można znaleźć na laotańskim pchlim targu.
Chociaż wielu mówi, że to najbardziej turystyczne miejsce Laosu i zostało ostatnio nawet zakwalifikowane jak usłyszałam do „Best place for 60 years old people” to będę bronić jak niepodległości faktu, że jest miejscem uroczym i miłym dla oka i na pewno wartym dużej szuflady w pamięci.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz