Kolejne kroki

7/11/2010

Małymi krokami przez południową Tajlandię...

Panie i Panowie, proszę przygotować się do lądowania – właśnie zbliżamy się do Bangkoku…Każdy, kto kiedykolwiek wylądował samolotem jakichkolwiek linii lotniczych w Azji południowo-wschodniej zna uczucie jedynego w swoim rodzaju „uderzenia powietrza” jaki otrzymujemy po zaraz po wyjściu z samolotu. Ja po raz kolejny, doświadczyłam tego samego. Po arktycznej klimatyzacji ukraińskich linii lotniczych Aerosvit poczułam w sekundę uderzenie ciepła i wilgotności, jakimi przywitała mnie stolica Tajlandii. W prawdzie trochę rozżalona obsługą samolotu - (no bo co to ma być, żeby alkohol był płatny) ;) wylądowałam po raz drugi w Bangkoku o 4 nad ranem czasu lokalnego. Tutaj tak naprawdę dotarło do mnie, że rozpoczynam swoją podróż. Pierwsze kroki postawiłam nie gdzie indziej a na Khao san rd i dotarłam do „słowakowego” Sweety Guest House. W prawdzie Sweety pozstał Sweetym w każym tego słowa znaczeniu, a poziom zakwaterowania zatrzymał się na roku 63’ to nastąpił zdecydowany postęp technologiczny -można się podpiąć pod nielegalne wifi ;) Jako, że Bangkok nigdy nie należał do moich ulubionych miejsc na ziemi a spragniona odpoczynku, wody i nurkowania postanowiłam nie czekać i od razu zarezerwowałam bilet na wyspę Koh Tao. Tajska wyspa żółwi – jak się o niej mówi jest małym rajem na Ziemi. Jako, że podczas większości słowikowych wypraw plaże były „owocem zakazanym” z przyczyn powszechnie wszystkim znanych, do tej pory udało mi się doświadczyć rajskich plaż na Borneo. Tutaj plaże są podobnie wyjątkowe, na pewno czystsze i hm..intymniejsze, każdy może znaleźć zakątek dla siebie po mimo sporej ilości turystów. A woda? Woda jest niesamowicie czysta i cieplejsza niż temperatura powietrza! Głównym celem przyjazdu na koh tao dla większości osób, tak samo jak moim jest nurkowanie. Okolice wyspy słyną z niesamowitych spotów nurkowych, jak również z niesamowitych cen dla zwykłego backpeckersa. Jednak czy miejsce jest warte swojej ceny, a zakładam ze na pewno – okaże się jutro koło południa. Dzisiaj emocje finału mundialu na telebimie na plaży i może jakas ekipa do gula – jednym z plusów mojego samotnego podróżowania jest bycie Rycerzem Buffalo, ale incognito :P czy lewa czy prawa – nie ma znaczenia;)

3 komentarze:

  1. haha odpoczywaj ile możesz- od buffalo!:) pisz do mnie maile bo ani dodzwonić się nie mogę ani nic! a ten skype mega sie opóźnia! a umieram z ciekawości jak nurkowanie:) M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo Twego bloga szukać nie musiałem. ;)
    Czekam na zdjęcia, bo Norwegia z nurków nie słynie, co najwyżej przypadkowych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozdro Madzia, podarzam za Toba...narazie po mapie:)

    OdpowiedzUsuń